W dniach 12-15.09.23r. klasa 4G wraz z bardzo troskliwymi opiekunami p. Anettą Szczepocką i wychowawcą klasy p. Łukaszem Podołowskim wybrała się na swoją kolejną wycieczkę.
Pierwszy dzień zaczęliśmy melancholijnie wizytą w niemieckim obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu i Brzezince. Wizyta ta zrobiła na nas przejmujące wrażenie, sprowokowała do rozmów na różne tematy. Zastanawialiśmy się do czego może prowadzić ksenofobia, rasizm, nacjonalizm oraz brak tolerancji. Uznaliśmy, ze każdy młody człowiek powinien przyjechać w to miejsce i doświadczyć wszystkich tych historii, z którymi zapoznała nas pani przewodniczka oraz przeżyć emocje, które te historie w nas wywołały.
Drugiego dnia wystawialiśmy na ciężką próbę naszą kondycję fizyczną. Wspinaliśmy się na Trzy Korony. Mimo iż byliśmy zaprawieni w boju (wszak w zeszłym roku zdobyliśmy Tatry), to zdobycie Pienin było dla nas nie lada wyzwaniem, ale z pomocą kilku (nastu) przystanków daliśmy radę. Wyczerpujący dzień zakończyliśmy wspólnym grillem na którym opowiadaliśmy historie z życia szkoły i nie tylko. Okazało się bowiem, że niektórym udzielił się duch zamków pienińskich i wyraźnie odczuwali oni obecność tych duchów w swoich pokojach.
Trzeci dzień to dzień sportów ekstremalnych. Ekstremalna była również pogoda – w strugach ulewnego deszczu zwiedzaliśmy elektrownie wodną w Czorsztynie i jej koronę. Przy okazji poznaliśmy historię powstania elektrowni , która wiąże się z zalaniem terenów dawnego Czorsztyna.
Następnie chcieliśmy organoleptycznie sprawdzić obecność pienińskich duchów i zjaw. W tym celu udaliśmy się na zamek w Czorsztynie. Sprawdziliśmy bardzo dokładnie każdą komnatę oraz wszelkie ruiny, ale niestety żadnej Białej Damy, czy innej niewiasty nie spotkaliśmy. Być może wiedzione postępem technologicznym (brak przeciągów, centralne ogrzewanie) zjawy te wolały jednak zamieszkać w naszym pensjonacie. Nieco rozczarowani brakiem duchów na zamku wybraliśmy się na rafting po Dunajcu. Mocno wiosłując słuchaliśmy zabawnych opowieści flisaka, podziwiając przepiękne krajobrazy gór Pienińskich. Załączył się nam również gen rywalizacji – „ścigaliśmy” się, która grupa dopłynie najszybciej do celu. Niestety nie mogliśmy rozwinąć zawrotnej prędkości, gdyż musieliśmy ratować osiadłą na mieliźnie tratwę naszych słowackich sąsiadów.
Ostatni dzień naszej podróży spędziliśmy w kopalni soli w Wieliczce słuchając niesamowitych opowieści i podziwiając solne groty, korytarzy, rzeźby i kaplice. A w kościele św. Kingi okazało się, że każdy duży i każdy mały może świętym być, gdyż nam wszystkim pojawiła się nad głową aureola świętości.
W tym duchu pozostajemy do przyszłego roku, gdzie już teraz zastanawiamy się nad kierunkiem naszej ostatniej wycieczki.































